piątek, 7 września 2012

Taboret.

Witam Was serdecznie w kolejnym kursie z serii before&after. Autorką kursu jest SentiMenti.

...niedobry był, niepotrzebny, brzydal jeden i już był na najlepszej drodze do wylądowania na śmietniku... ale uratowało go pewne zdjęcie, na które trafiłam ostatnio w necie...


PRZED i PO
w zasadzie teraz to good boy blue :)

a co do zdjęcia, które mnie zmobilizowało to trafiłam na nie na blogu "z potrzeby piękna", zdjęcie pochodzi z tego domu (pięknie tam), a autorką zdjęcia jest Krista Keltanen, a jej blog pełen jest cudownych fotografii;

tu zdjęcie na którym zobaczyłam zielony stoliczek
Krista, thank you very much for permission :)

mój taborecik to jest staruszek, był kiedyś na działce, a na czas remontu trafił do domu, stary blacik się rozsypał więc dorobiliśmy mu nowy z płyty meblowej żeby móc np. na nim piłować;
w moich oczach atutem tego taboretu były pręty i śruby łączące nogi, takie industrialne drobiazgi, i właśnie z ich powodu postanowiłam taboret przygarnąć na stałe, a nie wyrzucać po remoncie;
praca wyglądała tak:

* szpachlowanie dziur ze śrubami (tę czynność trzeba powtórzyć po wyschnięciu ponieważ pierwsza warstwa zazwyczaj robi się wklęsła)
* przyklejanie obrzeża;
siedzisko taboretu nie było wykończone bo jego zadaniem była pomoc przy remoncie więc nie było takiej potrzeby, teraz musiałam płytę obrzeżować;
miałam w domu trochę obrzeża, białego ale nie było to w tym wypadku istotne bo wszystko i tak miało być później pomalowane;
obrzeże przykleja się gorącem żelazkiem, jeśli miałoby zostać białe prasowałabym przez papier żeby nie pożółkło od temperatury;
obrzeże z warstwą kleju, który rozpuszcza się pod wpływem temperatury
 


przyklejone obrzeże gdy wystygnie przycinamy skalpelem żeby nie wystawało nigdzie za płytę i dokładnie szlifujemy brzegi papierem ściernym

rogi płyty były wyszczerbione, wypełniłam te miejsca szpachlą ale wymieszaną z klejem do drewna żeby się podczas użytkowania nie wykruszyła

i teraz musi wszystko wyschnąć, a potem papier ścierny i szlifowanie

zdjęcia po szlifowaniu nie zrobiłam bo wyszło mi to z głowy, chyba nie mogłam się doczekać malowania :)

* malowanie farbą w sprayu, na kolor nie miałam wpływu, parę dni temu nastolatek przemalowywał kierownicę w rowerze na ten kolor więc użyłam farby, która akurat była w domu, okazało się, że pasuje idealnie :)

taborecik gotowy do malowania
* na koniec pan domu przymocował kółka, części metalowe kółek przemalowałam tą samą farbą ale pędzelkiem

GOTOWE!
przydatność takiego mebelka jest niepodważalna:
może być stoliczkiem-pomocniczkiem większego stoliczka-pomocniczka
może być stolikiem nocnym 
może powędrować na taras gdzie okazuje się nieodzowny
(tu ładnie widać jak kolor farby przez zupełny przypadek świetnie pasuje do tapicerek krzeseł :)
nowy stolik na kółkach może też podjechać do mojego kącika roboczego na tarasie i tam asystować

(ten zestaw mebli jest ekstra ponieważ wszystkie pochodzą z działki)
wszyscy, którzy tak ja ja marzą o tolixie na pewno zauważą pewne podobieństwo w sylwetce :)
i ostatnie zdjęcie, na którym widać jaki przydatny się okazał nowy mebel gdy zajmowałam się pewnym jeleniem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz