piątek, 7 września 2012

Krzesło.

Witam i zapraszam na kurs autorstwa SentiMenti :)

Szału nie było, wiem...
Krzesełko dostało kiedyś ode mnie zieloną tapicerkę i jakiś czas służyło na działce, a potem wylądowało gdzieś za domkiem zapomniane... To, że tapicerka była kiedyś zielona pamiętam już tylko ja.
Ubranko z krzesła zdarłam i tapicerka wróciła do wersji wyjściowej - bordowy sexiskaj...

...z niezłym grzybkiem na oparciu :(
Obdarłam krzesło ze skaju eleganckiego i gąbki i tam było niestety jeszcze gorzej ponieważ oparcie było mokre i zbutwiałe, było też milion zardzewiałych zszywek do usunięcia.
Jedna warstwa sklejki odpadła sama, i dobrze bo następna była w zupełnie dobrym stanie :)
Wymyłam dokładnie, wysuszyłam i przeszlifowałam.
Większym kłopotem były rozklejone warstwy sklejki na brzegach oparcia.

Na szczęście tak źle było tylko na dwóch końcach oparcia, w większości sklejka trzymała się na brzegach bardzo dobrze.
Ale nie zamierzałam się poddać z powodu rozwarstwionej sklejki, przy użyciu moich papierniczych narzędzi i kleju poradziłam sobie.
Sklejka skleiła się świetnie, użyłam kleju, którym oklejam bazy albumów bo jest to klej uniwersalny introligatorski i do drewna też się nadaje :)
Potem oczywiście sporo szlifowania ale brzegi oparcia już się nie rozpadają.
Czyli sprawa oparcia załatwiona, teraz siedzisko, tu sklejka była sucha i zdrowa, miała inny feler, była do niej przyklejona gąbka i po zerwaniu tej gąbki nie dało się za żadne skarby usunąć jej resztek i kleju.
Pomogła opalarka (której notabene używam do embossingu na gorąco czyli sprzęt scrapowy okazuje się bardzo przydatny). Gąbka zniknęła, jednak klej, który był już w drewnie został tam na wieki, no trudno, ważne, że sklejka zdrowa.

A pod spodem sygnatura "74" łamane przez coś tam, może 74 to rok produkcji? 
Ok, siedzisko wyczyszczone i przeszlifowane, można zająć się stelażem.
Nóżki pomalowałam kiedyś srebrnym hammeritem ale nawet on nie dał rady.
Teraz tę starą farbę zdrapałam, zeszlifowałam papierem ściernym i został chrom z kropkami rdzy, która teraz zupełnie mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, nie mam nic na przeciwko ;)
Teraz w dłoń pędzel i lakierobejca.
Małe oznaczenie na pamiątkę tego, że krzesło dostało jeszcze jedną szansę, u mnie już drugą, a wcześniej... nawet nie wiem skąd ono się wzięło u mnie na działce...

Szycie podusi przy tym wszystkim to mały pikuś, ten fabryczny motyw mi tu pasuje :)
I tak oto krzesło po reinkarnacji cieszy me oczy :)))
Szaro u nas dziś więc i zdjęcia słabe...
A podusia z drugiej strony jest inna, wiosenna :)
Mogę pomalować oparcie i siedzisko na jakiś kolor ale na razie niech sobie będzie ta stara wysłużona sklejka, za to poduszki mogę zmieniać zależnie od nastroju...
Oto vintage prawdziwy, nie stylizowany...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz