piątek, 7 września 2012

Krzesło.

Zapraszam na kolejny kurs z serii before&after autorstwa SentiMenti :)

ostatnia deska ratunku...

...czyli ja, a kto potrzebował ratunku, no jak zwykle nie ktoś tylko coś, a mianowicie prl-owskie krzesło :)
zostało porzucone przez dotychczasowego użytkownika pewnie dlatego, że miało złamaną nóżkę, a to przecież nie jego wina, samo sobie nie złamało;) poza tym było stare i brzydkie co też skazywało je na wykluczenie...
ale miało szczęście, zostało porzucone w pobliżu pewnej kliniki dla niechcianych i podupadłych mebli, dojrzały je moje krótkowzroczne oczy i postanowiłam wyciągnąć pomocną dłoń...
nie bacząc na próby zniechęcenia mnie przez pana domu postanowiłam przywrócić bidulce godność...
no nie oszukujmy się, delikwent nie wyglądał zachęcająco...
zaczynamy od naprawy nogi...
klej schnie, a ja mogę zastanowić się nad tym jak ma krzesło wyglądać, samo zastanawianie to za mało, wspomagam się programem graficznym i robię sobie duuużo wersji krzesła, z których muszę wybrać jedną...
decyzja podjęta, można malować...
stelaż pomalowany więc można zając się tapicerowaniem, wyszorowana sklejka, gąbka i moja ulubiona tkanina...
oparcie...


i montuję całość :)


robota, robota i po robocie...


jest nieźle :)



trochę pracy przy tym było, nie powiem, że nie :)
aleee...
jest inny dużo szybszy sposób na uzyskanie tego samego efektu, wystarczy 12 sekund i znajomość zaklęcia, i żadne czary-mary, hokus-pokus czy inna abrakadabra w tym wypadku nie zadziałają...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz